Diabelsko dobry?

3891

Ameryka – tygiel narodów, kultur i smaków. Kuchnia zza oceanu, choć wielokrotnie określana jako  bezwartościowa i kaloryczna, szturmem zdobywa polski rynek restauracyjny. Szczególnie jeżeli chodzi o kultowe już, klasyczne kotlety z wołowiny. Moda na burgery dotarła do Świdnicy. Co ciekawe, jedna z burgerowni ulokowała się tuż obok lokalu, należącego do największej na świecie restauracji fast food, stanowiąc alternatywę dla ledwo widocznego mięsa i płaskiej bułki. Czy kulinarny amerykański sen ma szansę ziścić się w Diabelskim Burgerze? Postanowiłem to sprawdzić.

Kilka lat temu, będąc w USA, miałem okazję po raz pierwszy spróbować tradycyjnego amerykańskiego burgera. Od tamtej pory przestałem traktować go jako szybki zestaw z sieciówki, ale jako cały posiłek – obowiązkowo z frytkami, surówką i sosami. W wersji zza oceanu mały burger to 250 gram dobrej jakości wołowiny. Świdnicka edycja to całkiem niezłe mięso w gramaturze około 200 gram, twarda bułka, jeden sos i bardzo dobre frytki. Ale zacznijmy od początku.

Więcej ognia i będzie extra

O burgerowni przy ulicy Zamenhofa głośno jest nie tylko wśród naszych czytelników, ale również wśród moich znajomych. Jestem prawie pewien, że wynika to z faktu, że amerykańska kuchnia staje się ciekawą alternatywą także dla wszechobecnych barów z pseudokebabem, które można znaleźć na co drugim rogu. Przekraczając próg lokalu jestem witany surowym klimatem, który dla mnie klasyfikuje to miejsce raczej jako bar niż restaurację. Jedzenie zamawia się przy ladzie, co dodatkowo potęguje wrażenie, ale wydaje mi się, że taki właśnie był zamysł właściciela. Wystrój jest ciekawy i tematyczny. Pierwszy plus. Otwarta kuchnia wraz z grillem na pierwszym planie pobudza kubki smakowe, roznosząc wokół zapach świeżo pieczonego mięsa. Kolejny pozytyw.

Miejsce jest schludne i całkiem miłe, ogólne wrażenie psuje jednak zbyt głośna muzyka, płynąca z zawieszonego nad głowami telewizora. Niezrażony jednak tym małym minusem składam zamówienie. Całkiem niezły czas realizacji – po niecałych 20 minutach stoi przede mną talerz. Z ogromną ciekawością przekrawam burgera. Ups. Poważna wpadka. Mięso okazuje się być letnie, a powinno być bardzo gorące. Temperaturę wołowiny rekompensują mi przepyszne frytki, dobra sałatka i ciekawy sos. Porcja, w porównaniu do konkurencji, jest naprawdę olbrzymia. Najsłabszym elementem całego dania okazuje się bułka – dziwnie twarda, słabo podpieczona i tak jak mięso, letnia. Ogólnie jednak całość wypada na tyle dobrze, że delikatne podgrzanie sprawiłoby, że burger po świdnicku prezentuje się  naprawdę extra. Biorąc pod uwagę fakt, że Diabelski Burger nie jest częścią ogromnej sieci gastronomicznej, a autorskim pomysłem właściciela, to mimo kilku wpadek, z czystym sumieniem mogę polecić Wam ten lokal. Miejsce ma potencjał i jestem pewien, że gdy pojawię się tutaj za jakiś czas, będę już w pełni usatysfakcjonowany.

Mariusz Bartczak, współwłaściciel restauracji Diabelski Burger

8 grudnia ubiegłego roku swoje wrota dla Gości otworzył Diabelski Burger. Pozytywna reakcja tajemniczego klienta jest dla nas miłym zaskoczeniem.  Jesteśmy autorską restauracją, w którą włożyliśmy ze wspólnikiem dużo serca, to było nasze marzenie od czasów kiedy poznaliśmy się w Technikum Hotelarskim we Wrocławiu. Naszą dewizą jest najwyższa jakość, dlatego też codziennie rano sami wypiekamy bułki, frytki kroimy z najwyższej jakości ziemniaków, a mięso dostarczają nam czołowi polscy producenci. Dopiero raczkujemy na rynku świdnickich restauracji, stąd też bardzo  cenimy sugestie naszych Gości , bo wiemy, że to dzięki nim za jakiś czas dojdziemy do perfekcji.

[pp_gallery gallery_id=”47748″ width=”300″ height=”300″]