15 tysięcy złotych od wielbicieli Książa

654

Po grudniowym pożarze dachu Zamku Książ nie ma już śladu. Straty przekraczające milion złotych pokryły ubezpieczenia, wsparcie finansowe przyszło także z państwowej puli środków na usuwanie klęsk żywiołowych oraz z Zarządu Województwa Dolnośląskiego. Swoją cegiełkę dorzucili również mieszkańcy z kraju i z zagranicy.

W zbiórkę datków na rzecz Zamku Książ zaangażowała się Fundacja im. Księżnej Daisy von Pless. Na specjalnie utworzone konto od 19 grudnia ubiegłego roku wpłynęły 4 tysiące 488 złotych i 7 groszy. Ponadto 10 tysięcy złotych na fundusz renowacji Zamku Książ przekazała Pszczyna, miasto partnerskie Wałbrzycha. – Pomoc i zainteresowanie zbiórką w momencie dotkliwej tragedii były naturalną reakcją. Przekroczyły one nasze oczekiwania. Kwota być może nie rzuca na kolana, ale musimy pamiętać, że bardzo prędko poszła w świat informacja, że firma ubezpieczeniowa wypłaci pieniądze. Wtedy też wpływy na konto zostały zaniechane – mówi Mateusz Mykytyszyn, prezes Fundacji im. Księżnej Daisy von Pless. Dodaje też, że były to różne kwoty, od 20 do 500 złotych. Pieniądze wpłacali miłośnicy Zamku Książ z Wałbrzycha, Świebodzic, Piły, Oławy, Poznania i Górnego Śląska. Wieść o zbiórce dotarła nawet do Londynu. – Darczyńcom planujemy zrobić niespodziankę, kiedy cały dach Zamku Książ powróci do swojej oryginalnej formy – zapowiada Mateusz Mykytyszyn. Choć w sieci roiło się od negatywnych komentarzy na temat kwesty „Zamek w potrzebie”, prezes fundacji tłumaczy, że była ona odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne. – Te głosy były dla nas ważniejsze niż anonimowa krytyka. Nie jest ona dla nas wyznacznikiem prowadzenia Fundacji im. Księżnej Daisy von Pless. Jesteśmy po to, by uczyć mieszkańców i gości historii miasta, uświadamiać o jego niebywałym potencjale, bogatym dziedzictwie. Jednym z naszych celów statutowych jest dbanie o dziedzictwo materialne m.in. Zamku Książ. W momencie, gdy spłonął kawałek jego dachu, musieliśmy zareagować – podkreśla Mateusz Mykytyszyn.