The Inżyniers – unikalni, niedoścignieni… jednym słowem bezcenni

682

Niespotykane poczucie humoru, sceniczna charyzma ujęta w niekonwencjonalnym wizerunku oraz gwiazdorska aura niesamowitości. Te kilka słów można powiedzieć o niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju zespole The Inżyniers, który zakwalifikował się do finału świdnickiego przeglądu Truskawka. Tuż przed koncertem w nie do końca poważnym tonie pytamy członków kapeli z Wrocławia i Świdnicy o ich muzyczna drogę, ale nie tylko… Z Inżynierami rozmawia Agnieszka Nowicka-Dyderska.

* Biesiadny image rodem z dobrej wiejskiej imprezy, piosenki o przygodach Andrzeja oraz prostota punkowego brzmienia. Jakie jeszcze muzyczne klimaty drzemią w Inżynierach?

Andrzej – Właściwie to za każdym razem na każdą biesiadę wybieramy się w okularach chemicznych, fartuchach oraz kaskach ochronnych – Bóg jeden wie co za niebezpieczeństwa mogą czaić się w odmętach wiejskich imprez. Jeżeli zaś chodzi o to co w nas drzemie to drzemią w nas klimaty dużo cięższe – niczym stal X5CrNi18-10. Zresztą jak nie zapomnimy piosenek które napisaliśmy przez ostatni czas to na pewno będzie można to usłyszeć 11 lipca w Parku Centralnym w Świdnicy.

* Skąd pomysł na nazwę zespołu dość przekorną w stosunku do całokształtu prezentowanego na scenie? Czy ma ona związek z Waszym życiem zawodowym lub prywatnym?

Andrzej – Może to się wziąć z tej przypadłości iż Andrzej, Janusz, Stefan oraz Zdzichu są inżynierami (niedoszłymi magistrami). W końcu po ośmiu latach ciężkich studiów należy się coś więcej niż tylko jakaś słaba impreza z nieśmiesznymi czarnymi czapkami.

* Kiedy zdecydowaliście się na wspólne granie i jaki kawałek powstał jako pierwszy?

Andrzej – Tutaj dużą rolę odgrywał Rychu – jeszcze przed pierwszym etapem Truskawki założyliśmy się z nim o flaszkę, że zagramy na przeglądzie. Jako, że do pierwszego było jeszcze daleko, w kieszeni było dość pusto, zaś w gardle dosyć sucho to podjęliśmy wyzwanie. Wtedy okazało się, że każdy z nas posiada jakiś stary zakurzony instrument w piwnicy. Pierwszym naszym kawałkiem był „Andrzej Inżynier” – manuskrypt tego dzieła został mi przekazany na wakacjach na Mazurach przez starą Cygankę nocą w akompaniamencie burzy. Wręczyła mi go mówiąc „Dowiesz się co z tym zrobić w swoim czasie”. I ten czas nastał właśnie jakiś czas temu!

* Dlaczego to tylko, albo aż Andrzej jest bohaterem Waszych tekstów? Co on sam ma w tej kwestii do powiedzenia?

Andrzej – Po żmudnych rachunkach, skomplikowanych kalkulacjach oraz przeprowadzonej symulacji stwierdzamy że imię Andrzej przewija się w dwóch naszych piosenkach na dwanaście co szacując z dokładnością do trzeciego miejsca po przecinku daje jakieś 16,667%. A co mam w tej kwestii do powiedzenia? Andrzejem jestem i nic co obce nie jest mi obce!

* Jaki zespół stanowi dla Was inspirację? Przyznacie, że sam styl The Inżyniers przypomina Braci Figo i Fagot?

Janusz – Chyba niczym. Po prostu gramy i śpiewamy o tym co nam na sercu i wątrobie leży. A że na wątrobie leży nam jeszcze mój ostatni wytwór – Januszówka Kristal Piur – to staramy się grać i śpiewać jak najwięcej. Czy przypominamy Braci Figo Fagot? Szczerze to nie wiem, nie słyszałem ale jest to możliwe.

Andrzej – Należy także przypomnieć że Janusz ma również problemy ze słuchem i widzeniem.

* Czy wkrótce Inżyniers stanie się gwiazdą muzyki? Spodziewacie się obłędnego sukcesu?

Zdzichu – Spodziewamy się przede wszystkim naszej flaszki od Rycha którego do teraz nie możemy spotkać. Ten przebiegły lis zawsze próbuje wymigać się od odpowiedzialności – ale Rychu! Mamy dla Ciebie przekaz – kto przed kim flaszkę kryje ten sam jej nie pije! Ponadto mamy nadzieje na koncert w Opolu tam gdzie grała moja ulubiona artystka – Mandaryna.

* Póki, co 20 minut energicznego grania na eliminacjach Truskawki zadecydowało o Waszym zakwalifikowaniu się do finału. Czego możemy się spodziewać po finałowym koncercie?

Stachu – Po nas nie można spodziewać się absolutnie niczego. Na pewno tym razem postaramy się być trzeźwi i cokolwiek zapamiętać z występu, bo gdyby nie fotorelacja to nigdy w życiu nie domyślilibyśmy się że zagraliśmy na przeglądzie w Świdnicy i że o dziwo, dostaliśmy się do finału.

* Wygrana jest w zasięgu ręki. Co zrobicie z 2 tys. zł i czy szczegóły zdradzicie w kolejnej piosence o Andrzeju?

Andrzej – Myślę że w myśl pewnej maksymy – panta rhei – wszystko popłynie przelewem. A wynikiem tego ogromnego przelewu będzie na pewno jakaś piosenka. Nawet mamy tytuł – Pustynna Truskawkowa Szeherezada.