Protestowali na dworcu

378

– Przez rok działamy nie tylko dla siebie i zarobku, ale dla ludzi. Zbieraliśmy odzież, pieniądze na święta dla rodzin wielodzietnych, happeningi dla dzieci – mówi Laura Klekocka, prezes Bytomskiej Spółdzielni Socjalnej, która dzisiaj protestowała na świdnickim dworcu po tym, jak od 1 marca przestała opiekować się obiektem.

28 lutego 2015 skończyła się umowa, którą miasto zawarło w 2014 roku z Bytomską Spółdzielnią Socjalną. Spółdzielnia realizowała zadanie publiczne z zakresu działalności na rzecz integracji i reintegracji zawodowej pn. „Utrzymanie porządku, czystości i bezpieczeństwa Centrum Przesiadkowego w Świdnicy”. W ramach powierzonych zadań Bytomska Spółdzielnia Socjalna dozorowała i sprzątała część Centrum Przesiadkowego o powierzchni 374,5 m2. Zatrudniała – według deklaracji – 10 osób, w tym prezesa i wiceprezesa spółdzielni.

Od 1 marca wchodzą nowe zasady zarządzania obiektem, a w zasadzie jego częścią. Budynkiem administrować będzie Miejski Zakład Nieruchomości, który także dbać będzie o stan techniczny obiektu. Monitoringiem zajmie się także jednostka świdnicka – Straż Miejska, która nie tylko ma doświadczenie i kadry, ale także może natychmiast zareagować na wszelkie nieprawidłowości. Natomiast usługę sprzątania i bieżącego dozoru powierzymy jednej z działających w Świdnicy spółdzielni socjalnych. Takie zmiany doprowadzą do obniżenia kosztów obsługi dworca kolejowego mniej więcej o połowępoinformowała w piątek 27 lutego Beata Moskal-Słaniewska, prezydent Świdnicy. Zapewniła także, że przystępujące do konkursu świdnickie spółdzielnie zadeklarowały przejęcie pracowników, zatrudnionych do tej pory przez spółdzielnię z Bytomia.

Z takim obrotem sprawy nie zgadza się prezes bytomskiej spółdzielni Laura Klekocka, która dzisiaj zorganizowała protest na świdnickim dworcu. – Od 2 miesięcy próbujemy się spotkać z panią prezydent, ale odmówiono nam spotkania. Nie jesteśmy znikąd, nie jesteśmy firemką. A spółdzielnia, która wygrała, cieszy się złą sławą, nie robi nic dla osób wykluczonych. Poza tym przetarg trwał 5 dni, a jaki przetarg może trwać 3 dni. Nas zresztą do niego nie zaproszono, dostaliśmy tylko pismo, że przestajemy świadczyć usługi i że za nas przychodzi inna spółdzielnia – mówiła dzisiaj podczas pikiety Laura Klekocka. – Dostaliśmy w większości oferty pracy od nowej spółdzielni, ale nie wszyscy się zgodzili – dodaje Malwina Bottor ze spółdzielni.

Jeśli wierzyć złożonym dziś deklaracjom Laury Klekockiej, to nie pierwszy protest.