Olga Tokarczuk – obsesja rzeczywistości

1006

Mówi o sobie, że jest rzemieślniczką, wytrwale tkającą tkaninę swych niezwykłych opowieści opartych na mitach, faktach, czy nierzadko zapominanych historiach. Uzupełniania je detalami, uczuciami, postaciami uwikłanymi w czas i przestrzeń… Jest typem gawędziarza stroniącym od zapatrzenia we własne życie, bo to, co najbardziej ją interesuje znajduje się na zewnątrz… Olga Tokarczuk jedna z najpoczytniejszych pisarek w Polsce wczoraj spotkała się z czytelnikami w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Świdnicy. Wydarzenie było związane z promocją jej najnowszej książki – „Księgi Jakubowe”.

Chyba nie będzie przesadą jak powiem, że Olga Tokarczuk jest najwybitniejszą polską pisarką – mówił prowadzący spotkanie świdnicki literat Wojciech Koryciński. Pisarka stworzyła kilkanaście powieści, za które wielokrotnie była nagradzana m.in. „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny”, czy chociażby „Bieguni”, za które otrzymała w 2008 roku literacką nagrodę Nike. W swoich książkach jest daleka od biografizmu snując opowieść tropem gawędziarza. – Mam wrażanie, że jeszcze nie dorosłam do swojego życiorysu i, że należę do tej części ludzi, którzy późno zaczynają mieć biografię. Ja zajmuję się tym, co na zewnątrz, albo przerabiam to, co do mnie dochodzi. Kompletnie nie pociąga mnie moja własna osoba. Myślę, ze jest to też efekt po studiach psychologicznych, w których pojawia się autoanaliza i kiedy odeszłam od psychologi z ulgą stwierdziłam, że nie pociąga mnie moja własna osoba. To, co jest najważniejsze dla mnie od wielu lat to pisanie, tworzenie, kreowanie, wymyślanie… – dzieliła się przemyśleniami Olga Tokarczuk. Pisarka nie jest także przywiązana do miejsc, ani genealogii. – Jestem osobą zupełnie niezakorzenioną… Nie ciekawi mnie szukanie drzewa rodowego i nici pozwalających je odtworzyć. Moi dziadkowie od strony ojca byli rzemieślnikami, a oni nie zapisują się w historii. Raczej poprzez rzeczy, które wytwarzają. Takoż i ja jestem rzemieślniczką i bardziej o mnie mówią moje książki niż moja biografia – stwierdziła. To, co najbardziej trwałe dla Olgi Tokarczuk to opowieści. Budynki, czy ulice mogą już dawno nie istnieć, a historia wytrzymuje próbę czasu. – Wydaje mi się, że piszę o pewnym porządku. Może mieć on postać chociażby małej społeczności, w której wszystko jest ustalone od prawieku, albo może mieć porządek heretycki, czy religijny. Używanie mitów, czy starych opowieści jest w tym wszystkim pomocne – wyjaśniała. Najnowsza powieść pisarki – „Księgi Jakubowe” wokół której oscylowało spotkanie powstała także na kanwie faktu tym razem zaczerpniętego z historii Polski. – W 1996 roku zetknęłam się z fenomenalną opowieścią. Zdałam sobie sprawę z tego, że to jakiś skandal, że nie znamy historii Jakuba Franka i nie wiemy, co się wydarzyło w tym okresie polskiej historii. Mnie samą to zainteresowało i wymagało ode mnie bardzo dokładnego przeczytania źródeł, a im dalej się w nie zagłębiałam, tym bardziej rzecz mnie pochłaniała. Dostałam na kilka lat jakiegoś rodzaju obsesji… Była to także wielka przygoda obcowania z tematem – mówiła. Jak stwierdziła pisarka owa książka jest propozycją innego podejścia do polskiej historii, w której możemy inaczej postrzegać siebie samych, naszą tożsamość, czy patriotyzm. W „Księgach Jakubowych” ponadto możemy odnaleźć nierzadko pomijane w tego typu powieściach dzieje kobiet, problem kolonizacji, czy wątek spotkania dwóch cywilizacji i kultur polskiej oraz żydowskiej. Najnowszą książkę oraz inne dzieła wraz autografem pisarki można było nabyć po zakończeniu Świdnickiej Środy Literackiej i Turnieju Jednego Wiersza.

[pp_gallery gallery_id=”42125″ width=”200″ height=”200″]