Odpowiedzialność tak, ale wobec mieszkańców, nie partii

504

– Do tej pory tak naprawdę o tym, kto zdobywał mandat radnego, decydowały nie konkretne predyspozycje i kompetencje kandydata, tylko numer miejsca „na liście”. A na tych eksponowanych „jedynkach” znajdowali się nie zawsze prawdziwi liderzy, ale ludzie „bierni, mierni, ale wierni”. Wierzę, że dzięki wyborom jednomandatowym to się zmieni – mówi w rozmowie z „Region Fakty” Wiesław Żurek, który listy Platformy Obywatelskiej w nadchodzących wyborach zamienił na własny komitet wyborczy.

* W tym roku po raz pierwszy będziemy wybierać przedstawicieli rad miast i gmin w jednomandatowych okręgach wyborczych? Czy, Pana zdaniem, ten sprawdzian się powiedzie i przyniesie zamierzony skutek?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przede wszystkim uświadomić wyborcom, na czym polega różnica pomiędzy wyborami w okręgach wielomandatowych, a w okręgach jednomandatowych. W pierwszym przypadku, czyli formule, która się na szczęście już kończy, brak było powiązania wybranych radnych z okręgiem, z którego kandydat pochodzi. Aby zostać radnym, trzeba było bezwzględnie kandydować z tzw. „listy”, czy to partyjnej czy też jakiegoś lokalnego stowarzyszenia. Tak naprawdę o tym, kto zdobywał mandat radnego, decydowały nie konkretne predyspozycje i kompetencje kandydata, tylko numer miejsca „na liście”. A na tych eksponowanych „jedynkach” znajdowali się nie zawsze prawdziwi liderzy, ale ludzie „bierni, mierni, ale wierni”. Ja osobiście jestem zadowolony z faktu, że taka forma wyborów kończy swój żywot. W okręgach jednomandatowych natomiast wygrywa po prostu ten, kto w danym bardzo konkretnie sprecyzowanym okręgu zdobywa najwięcej głosów. A kto zdobędzie w takim przypadku najwięcej głosów, gdzie w takiej formule okręg wyborczy to zaledwie tylko pięć, dziesięć czy piętnaście ulic? PiS, PO, SLD czy też silne lokalne ugrupowanie? Nie. Najwięcej głosów zdobędzie po prostu człowiek, osoba, przykładowy Jan Kowalski, którego ludzie na dzielnicy znają, któremu ufają, którego za cztery lata po prostu rozliczą z udzielonego mu kredytu zaufania. Ja uważam, że to sprawiedliwszy system wyborów. Na pewno bardziej przejrzysty i czytelny dla wyborców, wynikający wprost z definicji demokracji.

* Dlaczego zdecydował się Pan na start z własnego komitetu wyborczego a nie z list Platformy Obywatelskiej?

No cóż. Zgadza się, jestem członkiem Platformy Obywatelskiej. Świadomy tego, że zobowiązuje mnie to do lojalności w stosunku np. do tzw. struktur wyższych. Myślę, że właśnie słowo lojalność, kiedy podejmowałem wybór, że będę startował z własnego komitetu wyborczego, było w tym momencie słowem kluczem. W związku z faktem, że struktury, o których mowa wyżej, na różnych jej poziomach próbowały mi „ukierunkowywać” moją lojalność, raz to w stosunku do tej, drugi raz do innej osoby, uznałem całą tę sytuację za spektakl, chwilami śmieszny, a chwilami, niestety, żenujący. Stąd moja decyzja, która daje mi szansę na to, aby zamiast realizować z góry narzucony mi jakiś tam naprawdę ściśle nieokreślony cel, działać zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem w interesie mieszkańców mojego miasta, mojej dzielnicy, mojej ulicy. I aby ponosić odpowiedzialność za własne decyzje przede wszystkim najpierw wobec tych, którzy na mniej zagłosowali, a dopiero w dalszej kolejności wobec struktur mojej partii.

* Według Pana świdniczanie zagłosują na nazwiska czy partie?

No właśnie. Mam nadzieję, że podczas tej kampanii wyborczej świdniczanie, jak ich zaczną odwiedzać kandydaci na radnych, przysłowiowy pan Jan Kowalski czy też pani Maria Kowalska, a będą to ich sąsiedzi mieszkający zaledwie dwie, trzy ulice dalej, najpierw zapytają ich o takie rzeczy: jak pan/pani zaangażowany był do tej pory w życie społeczne Świdnicy?, jakie są pana/Pani osiągnięcia w takiej pracy?, co uważa pan/pani, że należy zrobić, aby nasze miasto było np. bardziej zadbane, a nasza dzielnica czystsza i bezpieczniejsza?, czy może nam pan/pani obiecać, że jeżeli zostaniecie wybrani do Rady Miasta to uda się Wam zrealizować te rzeczy, o których mowa powyżej? Natomiast pytanie wyborców do kandydata „do jakiej partii pan/pani należy?” powinno być w hierarchii ważności tych pytań, pytaniem ostatnim, najmniej ważnym i być może w ogóle niepotrzebnym. Uważam, że w wyborach jednomandatowych wyborcy zagłosują na ludzi, a nie na partie. 

* Do czego, Pana zdaniem, zobowiązuje bycie radnym i czy nasi radni mieszczą się w tej definicji?

Wszystko, o co Pani pyta, zawarte jest w Rocie Przyrzeczenia, które każdy radny publicznie i uroczyście składa wobec całej naszej lokalnej społeczności. Niektórzy dodają od siebie „Tak mi dopomóż Bóg”. Jak widać, różnie z tym bywa, a czy nasi radni mieszczą się w tej definicji? No właśnie wierzę, że wybory jednomandatowe będą to doskonale weryfikować.

Dziękuję za rozmowę