Nie ma zgody na plażę

501

Plaża przy rzece Bystrzyca nie powstanie. Według władz miasta projekt jest nietrafiony, a jego realizacja, zamiast 100 tys. zł, wyniosłaby 600 tys. zł.

Dziś na Kraszowicach odbyła się debata społeczna z udziałem władz miasta, policji i mieszkańców dzielnicy. W spotkaniu udział wzięli m.in. prezydent Świdnicy Beata Moskal–Słaniewska, wiceprezydent Marek Suwalski, komendant KPP Krzysztof Niziołek, dyrektor Departamentu Komunikacji Maciej Gleba, radny miejski Krzysztof Lewandowski oraz Maria Kasprowicz-Gładysz, dyrektor Departamentu Infrastruktury. Tematem, który wzbudził wiele kontrowersji, był projekt plaży nad rzeką Bystrzyca, który zakładał stworzenie tam terenu rekreacyjnego, dostępnego dla wszystkich mieszkańców. – Jeśli chodzi o budżet obywatelski, dokonaliśmy w zeszłym roku wyboru projektu, którego koszt wynosi 100 tys. zł. Padła propozycja od mieszkańców, żeby wykorzystać teren nad rzeką. On jest dziś zarośnięty, trochę zaniedbany, ale ma bardzo duży potencjał. Grupa inicjatywna doszła do przekonania, żeby wykonać tam teren do rekreacji z placem zabaw i boiskiem do gry – mówił radny Krzysztof Lewandowski. – Żeby to nie było takie nudne, bo jednak tych placów w mieście trochę jest, padł pomysł, by nazwać to plażą. Niektórym kojarzy się to z miejscem do kąpieli, jednak już na etapie projektowania i zamysłu wykluczono jakąkolwiek możliwość kąpieli, a sama rzeka, która ma tam głębokość 30 cm, na to nie pozwala. Ze względów bezpieczeństwa my też nie chcieliśmy, żeby ktoś myślał, że będzie można tam się kąpać. Zresztą od planowanego miejsca do rzeki jest około 50 metrów. Zaangażowaliśmy więc inżynierów i to oni opracowali dla nas wstępny projekt i wizualizację. W ubiegłym roku były w budżecie 4 propozycje i to nasz projekt wygrał. Dostał bodajże 303 głosy, to trzy razy tyle co drugi. Założyliśmy więc, że to Państwu się spodobało, że przyjęliście naszą inicjatywę i uwierzyliście, że jest to możliwe do wykonania. Zinterpretowaliśmy to jako wstęp do odsłonięcia fragmentu Bystrzycy i zadziałania w tym kierunku. Później można by było pójść za ciosem i zrobić deptak albo promenadę wzdłuż rzeki. Nasza dzielnica, z tych przed laty zapomnianych miejsc,cichych i spokojnych enklaw, stałaby się naprawdę jednym z najbardziej urokliwych terenów w mieście. Jestem przekonany, że jest to dobry pomysł, że trzeba go zrealizować, bo to ma służyć nam, mieszkańcom – tłumaczył zgromadzonym. Krzysztof Lewandowski jako argument za podawał także fakt, że prawdopodobieństwo zalania tego terenu wynosi 1%, a 3% że pęknie tama w Zagórzu. Ze zdaniem radnego nie zgodził się jeden z mieszkańców. – Pomysł tej plaży to pomysł kogoś, kto kompletnie nie zna się na inżynierii – mówił. – Tam nawet plac nie może powstać. A dlaczego? Po pierwsze ma to związek ze źródłem wody z Lubachowa. Przy pierwszym zrzucie 20 metrów sześciennych na sekundę jest w korycie, przy trzydziestym już plaży nie ma, przy czterdziestym pływają domy na Kraszowickiej 32-34, a pracownicy mogą zrzucić jeszcze 70. Wtedy cała ulica jest zalana. Tam, gdzie miał powstać plac, to jest poniemiecki teren zalewowy, który miał chronić most. Zamiast plaży trzeba tam zrobić wąską kładkę na drugą stronę, żeby dzieci mogły bezpiecznie przechodzić na basen. To jest pierwsza sprawa. Druga, zarząd gospodarki wodnej wyraźnie mówi, że 1 % to jest szczególne zagrożenie powodziowe. Trzecia sprawa to jest strefa naszych najlepszych ujęć wodonośnych, to jest nasz skarb. Więc wodociągi zawsze będą protestować, bo nie możemy niszczyć tych cennych źródeł – argumentował mieszkaniec. Głos w sprawie zabrała także prezydent Beata Moskal–Słaniewska. – Pierwszym poważnym dla nas problemem była opinia od Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, która była całkowicie negatywna. Czytamy w niej, że ta działka będzie stanowić teren szczególnego zagrożenia powodzią. Co roku wszystko byłoby niszczone przed podnoszącą się wodę. Druga kwestia to bezpieczeństwo. Ja jako matka nigdy nie zgodziłabym się na rozwiązanie, które prowokowałoby dzieci do tego, by jednak do tej wody wchodzić, zwłaszcza, że nurt jest tam wyjątkowo silny – tłumaczyła prezydent. – Przyjrzeliśmy się także dokładnie temu terenowi. Z dokumentacji geodezyjnej wynika, że w ziemi jest 155 metrów sześciennych żelbetonu, którego rozbicie i wywiezienie kosztowałoby 150 tys. zł. Prócz tego jeszcze 90 metrów sześciennych ziemi i oczywiście gruz, który tam zalega. Ta inwestycja wymagałaby jeszcze wycięcia 180 drzew. Po pierwsze chcielibyście Państwo wycinać te drzewa? Po drugie to są też koszty, które wyniosą min. 50 tys. zł. Dodatkowo 14 arów z tej działki jest zajęte przez nielegalne ogródki przydomowe, których nie chcielibyśmy niszczyć. Na nich też rosną drzewa, czyli w sumie musielibyśmy usunąć 232 drzewa. A gdzie niwelacja, podbudowa? Tracimy naturalną ochronę przed uderzeniem fali powodziowej. To bardzo ryzykowna inwestycja i jej koszt wyniósłby około 600 tys. zł. Wolimy je przeznaczyć na inne rzeczy, które są mieszkańcom potrzebne. Uważamy, że pomysł plaży nie jest do końca trafiony, ma różne mankamenty, a koszty są zdecydowanie wyższe od tych przedstawionych na początku – argumentowała. Prezydent obiecała, że jeśli mieszkańcy przekażą alternatywę dla nich najlepszą, to na pewno będzie ona zrealizowana.

[pp_gallery gallery_id=”56410″ width=”200″ height=”200″]