„Miarą przydatności nauczyciela jest liczba dzieci, jaką przyciąga, na jaką emanuje, jaką wychowuje” (FOTO/WIDEO)

1998

O historii Młodzieżowego Domu Kultury w Świdnicy można by napisać książkę. Przez 65 lat jego istnienia związało się z nim wiele osób, zostawiając w historii niezatarty ślad. Jerzy i Maria Skiślewiczowie, Jan Pisarski, Józef Lipiński, Anna Łowicka, Jan Górski, Zofia Szill, Zbigniew Curyl oraz szereg oddanych, pełnych pasji i zaangażowania instruktorów stanowi o sile i atrakcyjności placówki, która wciąż bawi, edukuje i uczy kolejne pokolenia.

Wszystko przez harcerzy

Bogata historia jedynej takiej placówki oświatowej w Świdnicy sięga lat 50-tych ubiegłego wieku. W tamtych czasach harcerstwo nie istniało pod ówczesną nazwą (Związek Harcerstwa Polskiego) ale jako Organizacja Harcerska, której struktura opierała się na strukturze szkoły. Harcerstwo było wszechobecne w placówkach oświatowych. Klasy opierały się na drużynach, a nauczyciele często byli instruktorami. – Właśnie wtedy zaistniała potrzeba stworzenia placówki, która służyła by młodzieży uzdolnionej, harcerzom, którzy chcieliby rozwijać swoje pasje – opowiada Zbigniew Curyl, dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury. – Dlatego powstał Dom Harcerza. Instruktorami byli instruktorzy harcerstwa, a uczęszczała do niego młodzież najzdolniejsza, ze znacznymi wynikami szkolnymi, przejawiająca zainteresowania i różnorakie pasje. Władze miejskie zleciły organizację placówki, powierzając obowiązki kierownika Janowi Pisarskiemu. – Czasy wtedy były ciężkie. Pierwszym wyzwaniem, przed jakim stanął nowy kierownik, było założenie konta i gromadzenie dywanów, firan, mebli, które początkowo składowano w prywatnym mieszkaniu kierownika. Potem przyznano pierwszy lokal, na ul. Ofiar Oświęcimskich 1. Powstały pierwsze pracownie. Franciszek Ryży stworzył ciemnię, w której odbywały się zajęcia fotograficzne i cała magia związana z wywoływaniem czy obróbką zdjęć. Kształtowały się koła i sekcje artystyczne. Furorę robił zwłaszcza zespół mandolinistów, złożony z 40 osób, prowadzony przez bodajże najdłużej pracującego nauczyciela w tej placówce, Eugeniusza Łabę. Już na początku swojej działalności odniósł on wielki sukces. Zakwalifikował się do uświetnienia Festiwalu Młodzieży w Warszawie w 1953 roku, skąd przywiózł nagrodę, 20 nowych mandolin – opowiada dyrektor. – Także wtedy powstał Zespół Pieśni i Tańca, prowadzony przez Barbarę Przyborowską, borykający się przede wszystkim z problemami związanymi ze strojami. To wtedy pomocy udzielili wszyscy świdniccy rzemieślnicy, od szewców, po krawców i kuśnierzy – dodaje Zbigniew Curyl. Swój niezatarty ślad w pamięci wszystkich i w historii placówki odcisnął Jerzy Skiślewicz, pierwszy instruktor, który prowadził zajęcia w modelarni. To spod jego ręki wyszło wielu zdolnych i utalentowanych ludzi, m.in. późniejszych studentów politechniki. Do historii przeszły jego wyjazdy kilka razy w roku do Jeżowa pod Jelenią Górą, skąd jego uczniowie przywozili niezwykle cenne skrawki sosny syberyjskiej i innych drzew do budowy modeli, pływających bądź latających, które powstawały od podstaw, zgodnie z planami.

Przeprowadzki i jedwabniki

Rozwijający się prężnie Dom Harcerza nie mieścił się już w budynku przy Ofiar Oświęcimskich, dlatego przeniesiono go na ul. Śląską. Tu powstawały kolejne sekcje, m.in. Józef Lipiński rozwinął prężnie działające koło turystyczno–krajoznawcze, urządzając wycieczki i rajdy m.in. po Karkonoszach, obozy wędrowne, biwaki nad Bystrzycą czy wakacje pod namiotami. Od 1953 sprawnie działała także sekcja szachowa Mieczysława Markiewicza. Jan Pisarski natomiast w piwnicach prowadził pracownię biologiczną. – Szczególnie wiosną młodzież wędrowała na ul. Ofiar Oświęcimskich na wspaniałą aleję morw, by zerwać świeże liście, którymi karmiono hodowane w piwnicach jedwabniki. Niewątpliwie dla zysku, bo popyt na materiały jedwabne był bardzo duży – wspomina dyrektor. Niestety, budynek na Śląskiej był znacznie oddalony od centrum miasta i w okresie zimowym dzieci miały problem z dotarciem na zajęcia. W 1957 zdecydowano się przenieść siedzibę placówki na ul. Lelewela 17, gdzie mieści się do dzisiaj. W tym także roku placówka zmieniła nazwę na Dom Kultury Dzieci i Młodzieży. Końcówka lat 50-tych to rozwój sekcji fotograficznej, która współpracowała bardzo dobrze z pogotowiem ratunkowym – tam zdobywała chemikalia do pracy w ciemni. Z pogotowiem dobrze „żyło” także modelarstwo, które „zdobywało” eter jako paliwo do silniczków napędzających modele latające. Na Lelewela rozwinęła się sekcja sportowa, począwszy od tenisa stołowego po siatkówkę. Duże sukcesy odnosiła zwłaszcza żeńska piłka siatkowa, prowadzona od 1957 roku przez Tadeusza Ząbka. Jego wychowanką była przyszła medalistka olimpijska, reprezentantka Polski, Halina Aszkiełowicz.

Wędrujący kierownik

– Nasza placówka zawsze odpowiadała na potrzeby środowiska, zawsze była wrażliwa na trendy i mody. Dlatego, gdy w późnych latach 50-tych „hitem” było podsłuchiwanie Radia Luksemburg, u nas powstała sekcja radiotechniczna, a z zespołu mandolinistów wyodrębniły się bendy, grające jazz i rock and roll koncertując we wszystkich domach kultury w Świdnicy – opowiada Zbigniew Curyl.W 1961 roku powstała sekcja krótkofalarska, dostaliśmy licencje na nasłuchiwanie i nadawanie. Na poddaszu zainstalowana była stacja nadawcza, „okno na świat”, które przyciągało młodych ludzi. Dzięki stacji mogli kontaktować się z Australią, Ameryką Południową, Kubą. Dzięki temu, że sesje nadawcze odbywały się głównie w nocy, placówka zaczęła wtedy pracować praktycznie 24 godziny dziennie. Z tym wiążą się różne humorystyczne wydarzenia. Często bowiem pracujący krótkofalowcy nie powiadamiali o tym woźnego, który zamykał budynek, a oni nie mogli się wydostać. Więc jedyne okienko w pomieszczeniu służyło im do machania chusteczką, by wezwać kogoś, kto im później otworzy. W 1963 roku budynek na Lelewela przeszedł pierwszy, gruntowny remont, trwający rok, dlatego wszystkie sekcje odbywały się w szkołach. Wtedy też ówczesnego kierownika, Franciszka Pulita, zwykło się nazywać wędrującym, bo objeżdżał wszystkie grupy na rowerze. Potrafił wpadać na zajęcia niespodziewany, by sprawdzić, czy niczego nikomu nie brakuje.

Dobre lata dla placówki i znikający Nicewicz

W latach 60-tych pieczę nad Zespołem Pieśni i Tańca obejmuje Maria Skiślewicz, która odnosi pierwsze sukcesy w Przeglądach Zespołów Artystycznych. W latach 70-tych w Domu Kultury Dzieci i Młodzieży działa prężnie aż 41 sekcji. W 1971 roku do życia powołany zostaje komitet rodzicielski i przez ówczesną kierownik, Teresę Dudę i Koło Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Dzięki Zygmuntowi Nicewiczowi prężnie zaczynają działać zespoły muzyczne, a Jan Górski powołuje do życia grupę akordeonistów, którzy odnoszą wielkie sukcesy. Zespół Pieśni i Tańca pod kierunkiem Pelagii Szmid wyjeżdża na festiwal Kultury Harcerskiej do Kielc. Młodzi artyści nie dość, że pokonali wszystkie etapy, dostając się do finału, to jeszcze przywieźli laury. Dzięki Stefanii Stelmach rozwija się teatr. – Widowiska plenerowe, przedstawienia, w których bierze udział kilkadziesiąt osób, stają się bardzo popularne. Wieczorem, przy świetle ognisk, żywej muzyce, m.in. w Parku Młodzieżowym czy na ulicach Świdnicy odbywają się spektakle, a młodzi aktorzy zbierają laury na największych przeglądach i festiwalach w Polsce – opowiada dyrektor. – Zygmunt Nicewicz z grupą młodych muzyków rockowych wyjeżdża na tournee do Niemiec i Austrii i już nie wraca, zostaje za granicą. Obecnie prowadzi ośrodek w Ramsau, w którym sam Adam Małysz i skoczkowie mieli swoją bazę – dodaje.

Stawiają na ciągły rozwój

W 1973 roku placówka zmienia nazwę na Młodzieżowy Dom Kultury. W 1976 roku dyrektorem placówki zostaje Jan Górski, rozwija się współpraca zagraniczna, a do kalendarza imprez dopisane zostają spotkania autorskie z osobistościami ze świata kultury, sportu i nauki. Za dyrektorowania Zofii Szill (od 1986 roku), rozwija się rękodzieło. Dziewczyny na warsztatach uczą się robótek ręcznych. Rozwija się pracownia fotograficzna z profesjonalną ciemnią, a zdjęcia robione przez uczestników biorą udział w konkursach i zamieszczane są w czasopismach harcerskich. Kolejna dyrektor, Anna Łowicka, stawia natomiast na imprezy. To właśnie „za jej czasów” MDK staje się producentem imprez, wytwórnią artystów, kuźnią piosenkarsko–taneczno-teatralną. Powstaje Przegląd Piosenki Literackiej (PAPALI). Anna Łowicka niestety umiera po ciężkiej chorobie, a jej obowiązki przejmuje Zbigniew Curyl, który placówką kieruje do dzisiaj. Jak sam przyznaje, pracę w MDK rozpoczął w 1990 roku jak nauczyciel, instruktor zespołów tańca i teatralnych, później założyciel sekcji turystycznej.

Dajemy siebie i swoją pasję”

Grupę instruktorów MDK stanowią ludzie z pasją, bo, jak przyznaje Zbigniew Curyl, „dzieci nie da się wpuścić w maliny”. – W naszym zespole praktycznie nie ma roszad. Jeśli ktoś się sprawdza, zostaje na długie lata, dlatego tak bardzo pamiętamy zawsze chwile odejścia na emeryturę. Są to ludzie z naprawdę dużym stażem pracy, cieszący się niezwykłą estymą wśród dzieci – tłumaczy dyrektor. – U nas miarą przydatności nauczyciela jest liczba dzieci, jaką przyciąga, na jaką emanuj, jaką wychowuje.. My dajemy im siebie i swoją pasję, dlatego instruktorzy muszą się ciągle dokształcać, muszą być autentyczni, bo dzieci nie znoszą zakłamania, wyczuwają, gdy ktoś jest sztuczny. Dlatego nauczyciel musi być zawsze parę kroków przed swoim uczniem. Muszą być mądrzy, inaczej przekazywać swoją wiedzę niż w szkole. Kultywujemy zasadę mistrz-uczeń, dlatego instruktorzy niejednokrotnie muszą udowadniać, że są mistrzami, np. Wojciech Kowalski jest mistrzem Polski Nauczycieli, a Anna Trzeciak i Renata Łukaszewicz- Szczepanik ciągle tańczy ze swoim zespołem. Oddziałujemy na dzieci poprzez swoje działania, chociażby przez organizowane na początku działalności kinderbale – spotkania przy akordeonie i kanapkach. To budowało więzi i tworzyło klimat, aurę wokół pozostałych zajęć – dodaje Zbigniew Curyl i przyznaje, że nagrodą za włożoną pracę jest uśmiech, podziękowanie i sukces podopiecznego – uczestnika zajęć.

MDK to nie szkoła

Nauczanie w MDK jest inne niż w szkole. Tu nie ma obowiązku szkolnego, najmłodszy uczestnik 5-6-letnie dziecko jest przyprowadzane przez swojego rodzica, który, w wielu przypadkach, sam uczęszczał tu na zajęcia, który zna placówkę i nauczycieli i po krótkim czasie samo potrafi się określić – chce bądź nie i nic nie jest w stanie zmusić młodego człowieka do uczęszczania na zajęcia. Nie ma tych form nacisku, które są obecne w szkole, nie ma oceniania, możliwości wpisywania uwag. Nasze formy nagradzania doskonale się sprawdzają. Żywym plakatem naszej pracy są laureaci różnych konkursów, przeglądów, turniejów. Kolejne rzesze młodych ludzi odwiedzają naszą placówkę, bo też chcą spróbować osiągnąć sukces. Z drugiej strony atmosfera tu panująca i nasza wieloletnia praca z daną grupą, która się rekrutuje z różnych szkół, środowisk, dzielnic. Okazuje się, że dzieci chcą się nawzajem poznawać, utrzymywać wzajemne kontakty. Tylko dlatego, że to nie jest kolega z klasy. Przychodząc do MDK, są wartością samą w sobie, dla nas wartością dodaną. Przychodzą z czystą kartą, a ich zapał i praca świadczy o nich samych. Nie mają żadnych łatek, które kiedyś się do nich przyczepiły – tłumaczy Zbigniew Curyl. – Znane powiedzenie mówi, że „miłość polega na wzajemnym przebywaniu ze sobą”. W statucie mamy stosunkowo małe grupy, 12-osobowe sekcje i dlatego jesteśmy z tym dzieckiem bezpośrednio, dla każdego mamy czas, każdego możemy wysłuchać. Instruktorzy spełnią taką rolę dziadka, babci, bo mają dla niego czas. Nie da się policzyć czasu, który nauczyciele spędzają na wszystkich czynnościach, na przygotowywaniu przedstawień, na wyjazdach. Tego nie da się zmierzyć, ale dzięki temu buduje się relację – mówi dyrektor, który podkreśla, że MDK dąży do udoskonalenia wychowania młodego pokolenia. Jednak, jak zaznacza, instruktorzy nie są tu po to, by stworzyć mistrzów, ale pokazać młodym, jak ważne jest uczestniczenie w kulturze, jej odbiór poprzez jej współtworzenie.

Oderwać od telewizora

Kultura ciągle ewoluuje, podążając za nowoczesnymi trendami. – Kiedyś się mówiło, że jesteśmy placówką, która odrywa dzieci od telewizora. Dzisiaj staramy się pokazać młodym ludziom, że warto, ale w sposób wybiórczy, korzystać z nowoczesnych technologii, bo równie ważna jest rodzina, środowisko, spacery, wycieczki, korzystanie z historii czy tradycji, z tego, co się dzieje wokół – podkreśla Zbigniew Curyl. – Tak jak zmienia się nastawienie młodych do otaczającego go świata, tak zmienia się nastawienie naszej placówki. Ciągle się rozwijamy, staramy się nadążyć. Zbigniew Brożbar stworzył m.in. pracownię robotyki, w której powstają drony, drukarki 3D, roboty. Prężnie to działa, a nasi uczniowie sami pozyskują środki na swoją działalność – mówi dyrektor.

MDK przez lata ewoluował, zmieniał się i dostosowywał do zmieniającego się świata, niezmiennie jednak edukując, bawiąc i wychowując pokolenia młodych ludzi. To tu uczą się doceniać własny trud włożony w wykonaną pracę, obcują z kulturą, poznają nowych ludzi, nawiązują przyjaźnie, osiągają sukcesy. To tu mogą liczyć na dobre słowo, czas i radę. – Bardzo bym chciał nie zawieść zaufania rodziców, kolegów nauczycieli w dobie przekształceń oświatowych. Bardzo bym chciał, żeby placówka tego typu, w co głęboko wierzę, że potrzebna, poprzez te zawirowania i przekształcenia, nie została gdzieś na boku, pominięta. Bardzo bym chciał, żebyśmy mogli dalej służyć naszym mieszkańcom – podsumowuje dyrektor Zbigniew Curyl.

KIEROWNICY DOMU HARCERZA

1951 – Jan Pisarski

1956 – Jerzy Skiślewicz

DOM KULTURY DZIECI I MŁODZIEŻY

1963 – Franciszek Pulit

1966 – Jerzy Skiślewicz

1969 – Maria Skiślewicz

1970 – Teresa Duda

1972 – Zygmunt Nicewicz

MŁODZIEŻOWY DOM KULTURY

1975 – Zygmunt Nicewicz

1976 – Jan Górski

1986 – Zofia Szill

1990 – Anna Łowicka

1997 – Zbigniew Curyl

WIDEO: Mariusz Pacek

FOTO: Mariusz Pacek/ MDK Świdnica