Dramat mieszkańców Zarzecza trwa

522

Jak długo w 60-tysięcznym mieście może istnieć nielegalne wysypisko śmieci? Okazuje się, że długo – dokładnie od 2012 roku trwa dramat mieszkańców osiedla Zarzecze, którzy każdego dnia spoglądają przez okna i widzą hałdy zalegających śmieci. Wiosną i latem do tego obrazka dołącza jeszcze uciążliwy fetor. Niestety, do likwidacji wysypiska prowadzi w dalszym ciągu kręta droga prawna, która potrwa jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Mieszkańcy nie chcą czekać i zapowiadają protest.

Sprawa wysypiska była przedmiotem dyskusji radnych z Komisji Rozwoju Rady Miejskiej podczas posiedzenia w środę 25 lutego. Z ramienia Urzędu Miejskiego uczestniczyli w nim Marek Suwalski, zastępca prezydenta Świdnicy oraz Eleonora Sikocińska. – Największy problem jest w tym, że miasto nie jest stroną w tym postępowaniu. Nie jesteśmy właścicielami działki, nie wydawaliśmy zezwolenia. Jesteśmy obok tego wszystkiego, a jednak najbardziej zainteresowani i najbardziej poszkodowani. Prawnie nie możemy nic – mówiła Eleonora Sikocińska. – Będziemy dążyć w dalszym ciągu do wygaśnięcia użytkowania wieczystego, ale to jest tak naprawdę w gestii starostwa – dodał Marek Suwalski.

Procedura, o której wspomnieli przedstawiciele urzędu, trwa już od ubiegłego roku. Niestety, jest ona wyboista i długotrwała. Do pozbawienia użytkowania wieczystego terenu może dojść dopiero po nałożeniu na firmę 4 kar finansowych, dotychczas nałożono 2. Biorąc pod uwagę czas pracy poszczególnych instytucji, m.in. sądów, czas nałożenia kolejnych 2 zajmie co najmniej kolejnych kilka miesięcy, jeśli nie lata. A ludzie bezradnie muszą znosić sąsiedztwo śmieci. – To nie jest jednostkowa sytuacja, takich miejsc w Polsce jest wiele. Trzeba zaangażować w to posłów, żeby zmienić prawo. Bo my sobie możemy pogadać, a biznes będzie trwał dalej. Jesteśmy niby państwem prawa. Niby, bo co to za prawo, którego nie jesteśmy w stanie egzekwować – mówił radny Dariusz Sienko. – Mam ogromne pretensje do organów ścigania w Świdnicy, że podjęła należytych starań w kierunku ustalenia faktycznych sprawców tego procederu. To nie zrobił ten biedny bezdomny ukarany karą finansową, ale mafia śmieciowa – panowie w garniturach z Warszawy. To od samego początku było zaplanowane i z premedytacją przeprowadzone przestępstwo. Przyjechali, wyładowali, zamknęli i skończyło się. I ci ludzie powinni być ścigani. Tymczasem prokurator uznał, że nie ma zagrożenia życia, a ja w rękach trzymałem azbest. 300 metrów od mieszkań, dzieci. Jak się coś stanie, to będzie o nas mówić nie tylko Polska, ale cała Europa – opowiadał radny Wiesław Żurek, który od samego początku walczy o likwidację wysypiska. O sprawie wielokrotnie zawiadamiał prokuraturę, policję, urzędy. Gdy wszystkie działania nie przyniosły rezultatu, zdecydował się o sprawie wysypiska powiadomić Prokuraturę Okręgową oraz Centralne Biuro Śledcze. – Stało się to półtora roku temu i jest to chyba jeden z największych skandali w powojennej Świdnicy, dopiero teraz jakaś komisja zdecydowała się o tym porozmawiać, za co dziękuję. Ci ludzie tam wybuchną, to jest kwestia czasu – dodawał.

Pozbawienie firmy użytkowania wieczystego leży w gestii starosty. Ten nie może jednak wstąpić na drogę sądową, dopóki nie zostaną wypełnione wszelkie procedury. – Jak na razie musimy zakończyć postępowanie administracyjne, które rozpoczęliśmy, czyli kontynuujemy egzekucję naszych wcześniejszych decyzji nakazujących wywiezienie zgromadzonych odpadów. Nałożyliśmy już na przedsiębiorcę dwie grzywny, a o ich wyegzekwowanie zwróciliśmy się do Urzędu Skarbowego. Gdy już wyczerpiemy wszystkie możliwości administracyjne, wtedy zwrócimy się do wojewody (bo teren ten należy do Skarbu Państwa) o środki na wykonanie zastępcze (uporządkowanie terenu) – informuje rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego Piotr Dębek.

W ramach doraźnego działania władze miejskie rozważają zamontowanie monitoringu na obiekcie, żeby do czasu rozwiązania problemu zapobiegać nieszczęśliwym zdarzeniom.