Chcę obudzić miasto

333

– Startuję po to, by wygrać, by przywrócić mieszkańcom Świdnicy dumę ze swojego miasta – mówi w rozmowie z „Region Fakty” Beata Moskal-Słaniewska, kandydatka SLD na prezydenta miasta.

* Kandyduje Pani na stanowisko Prezydenta Świdnicy. Skąd taka decyzja? 

– Wynika ona z determinacji mojej i determinacji świdniczan, którzy pragną zmiany. Dwanaście lat rządów prezydenta Murdzka, szczególnie zaś ostatnia kadencja, są krytycznie oceniane przez mieszkańców. Prezydent jest „wypalony”, nie ma żadnej wizji rozwoju. Przede wszystkim zaś nie rozumie, czego oczekują mieszkańcy. Podjęłam bardzo trudną decyzję – to naprawdę wielkie wyzwanie. Ale robię to dlatego, że chcę być znów dumna ze swojego miasta i chcę tę dumę przywrócić świdniczanom. Nasze miasto jest piękne, drzemie w nim ogromny potencjał, mieszkają tu wspaniali, twórczy ludzie, trzeba tylko to miasto obudzić, bo w tej chwili zapadło w letarg. 

* Co trzeba zrobić, by ich z tego letargu obudzić? 

– Przywrócić im wiarę w to, że to naprawdę ICH miasto, że mogą o nim współdecydować, wpływać na jego wizerunek. Zawsze miałam bardzo dobry kontakt z innymi, umiałam ich motywować do działania. Wierzę, że będę to potrafiła robić także w tak dużej skali. Idę przecież do wyborów pod hasłem „zawsze blisko ludzi”. To nie jest pusty slogan. To kwintesencja tego, jaka jestem. 

* Jakie są obecnie największe bolączki świdniczan? Które sektory życia społecznego wymagają natychmiastowych zmian?

– Mieszkańcy chcą rzeczy prostych i oczywistych – równych chodników i ulic, zadbanych i czystych parków i skwerów, tanich miejsc w żłobkach i przedszkolach, doinwestowanych szkół, miejsc do rekreacji i spędzania wolnego czasu, w tym ścieżek rowerowych. Dbać należy o wszystkich mieszkańców – od maluchów, które muszą mieć dobre warunki do rozwoju po seniorów, którym należy zabezpieczyć takie oczywistości, jak zakład opiekuńczo-leczniczy czy dom seniora. Dla mnie jednak rzeczą najważniejszą jest przywrócenie dobrych relacji –  władze miasta muszą służyć mieszkańcom, a ta służba ma się przejawiać przez przyjazne nastawienie i sprawne załatwianie spraw. Dostępność i przystępność dotyczy oczywiście samego prezydenta. Miastem, w którym spełniać się ma wizja samorządności, nie rządzi się. Nim się zarządza. To wielka różnica. I to trzeba zmienić w pierwszej kolejności. 

* Jedną z bardziej kontrowersyjnych decyzji upływającej kadencji był aqua park. Czy wróci Pani do tego pomysłu? 

– Nie mówmy aqua park. Mówmy o nowoczesnym basenie, w którym znalazłaby się sfera relaksu, z saunami, jacuzzi, a także sfera do nauki pływania i basen dla małych dzieci. Taki funkcjonuje między innymi w Bolesławcu, a kosztował 21 milionów złotych, w tym ponad 8 milionów stanowiła unijna dotacja. Do takiego projektu, na który stać będzie budżet miasta, który potem będzie można utrzymać, bezwzględnie należy wrócić. Ale po ustabilizowaniu finansów miejskich, które w tej chwili nie są w najlepszym stanie. Świdniczanie nie zdają sobie sprawy, jak wiele kredytów obciąża w tej chwili budżet. Także prace realizowane teraz w świdnickich parkach wykonywane są z kolejnego kredytu, z którym zmagać się będzie następca obecnego prezydenta. Prace te wykonywane są chaotycznie, a ich głównym celem jest przedwyborczy PR. 

* Jeśli miałaby Pani wymienić główne grzechy obecnej władzy byłyby to…

– Główne grzechy obecnych władz wykonawczych Świdnicy to arogancja, zarówno wobec mieszkańców, jak i opozycji, a nawet „własnych” radnych i pycha, z której wynika poczucie nieomylności, pozycja „ja mam zawsze rację”, co uniemożliwia jakiekolwiek merytoryczne dyskusje w Radzie Miejskiej. To także kosztowe, a nie prorozwojowe inwestycje, ogromne środki na PR, a nie na realizację podstawowych zadań miejskich, brak dostrzegania życiowych potrzeb mieszkańców. Dwunastoletnie sprawowanie władzy doprowadziło do tego, że wielu pracowników instytucji miejskich jest zastraszonych, a wiele stanowisk obsadzonych jest osobami bez względu na ich kompetencje. To nie służy miastu, źle wpływa na jego rozwój. W ciągu ostatniej dekady zaniechano budownictwa mieszkaniowego, co spowodowało wieloletnie kolejki oczekujących na mieszkania komunalne. Brak jest współpracy pomiędzy prezydentem a starostą i samorządem wojewódzkim – między innymi w zakresie utrzymania i modernizacji dróg. Przez to miasto nie jest dostrzegane przy podziale środków. Obecny prezydent nie dba o utrzymanie w dobrym stanie komunalnej substancji mieszkaniowej. Nie ma także koncepcji poprawy infrastruktury poza centrum, na obrzeżach miasta. Akceptuje także – co stwierdzam z wielkim ubolewaniem – wszystkie negatywne działania swoich kolegów – arogancję, nepotyzm, mobbing pracowniczy, marnotrawstwo środków publicznych. 

* Wielokrotnie jako radna podkreślała Pani konieczność zmian w zakresie mieszkalnictwa. Na czym te zmiany miałyby polegać?

– Przede wszystkim samorząd ma obowiązek utrzymania zasobów mieszkań komunalnych – tak dzieje się we wszystkich krajach europejskich, a także w Stanach Zjednoczonych. Trzeba o te zasoby dbać, modernizować je, a jeśli jest taka potrzeba – po prostu budować nowe mieszkania w nowoczesnych, ekologicznych, energooszczędnych technologiach. Mieszkanie to podstawa normalnego życia każdej rodziny. W tej chwili czeka na nie kilkaset świdnickich rodzin, w szczególności młodzież, która opuszcza nasze miasto między innymi z tego powodu.  

* Dlaczego Miejski Zakład Nieruchomości nie spełnia społecznych oczekiwań? Czy jest szansa, by zmodernizować tę jednostkę i wyprowadzić z zadłużenia?

– Przede wszystkim pomieszane są tu dwie funkcje, co prowadzi do nieprawidłowości w rozliczeniach finansowych i powoduje, że to instytucja niewydolna. Utrzymanie zasobów komunalnych to jedno zadanie. Czym innym jest zaś zarząd wspólnotami mieszkaniowymi. W przypadku MZN-u, gdy występuje ciągły deficyt finansowy, spowodowany zadłużeniami z tytułu niepłaconych czynszów, zaczyna brakować zarówno na prawidłowy zarząd wspólnotami, jak i utrzymanie w należytym stanie budynków miejskich. Nie można prawidłowo gospodarujących się wspólnot obciążać kosztami utrzymania na przykład mieszkań socjalnych. Dlatego te dwie funkcje należy rozdzielić. Ale nie uda się miastu uciec od obowiązku dofinansowania remontów pustostanów czy remontów modernizacyjnych. To trudne zadanie, ale w dużej części wykonalne. 

* Jak ocenia Pani swoje szanse w nadchodzących wyborach? Którego z kontrkandydatów obawia się Pani najbardziej?

– Gdybym swoich szans nie oceniała wysoko, nie zdecydowałabym się na kandydowanie. Sądzę, że moja wizja Świdnicy przekona mieszkańców do tego, by właśnie na mnie oddali swój głos. I jestem przekonana, że ta wizja wygra. Nie obawiam się nikogo – prowadzę swoją, pozytywną kampanię, przekonując mieszkańców do siebie i do swojego programu. 

* Będzie jedna tura czy dwie? Jeśli dwie, kto się w niej znajdzie?

– Nie chcę dziś „gdybać”. Startuję po to, aby wygrać. I w ten scenariusz wierzę. 

* Dziękuję za rozmowę