Będą budować potęgę średnich miast (FOTO)

607

Dziś podczas trwających kilka godzin paneli dyskusyjnych w ramach „Pracowni miast” zaproszeni goście szukali recepty na lepsze życie w średnich miastach. Rozważali problemy, poszukiwali rozwiązań, wysunęli wnioski na przyszłość. Wszyscy goście zgodnie podkreślali, że „Pracownia miast” to doskonały pomysł na wymianę doświadczeń, pomysłów, które będzie można wykorzystać w praktyce.

W ramach konferencji „Pracownia miast” odbyły się dziś panele dyskusyjne. Na jednym z nich zatytułowanym: „Miasta między gigantami. Jak powinny rozwijać się ośrodki średniej wielkości by skutecznie konkurować z metropoliami?” w dyskusji udział wzięli Beata Moskal – Słaniewska prezydent Świdnicy, Robert Biedroń prezydent Słupska, Roman Szełemej prezydent Wałbrzycha oraz Beata Klimek prezydent Ostrowa Wielkopolskiego. Rozmowę moderował Grzegorz Piechota, redaktor Gazety Wyborczej. Zaproszeni goście poruszali temat problemów z jakimi borykają się miasta średniej wielkości. – Miasta się wyludniają, bo nie ma pomysłu na ośrodki średniej wielkości jak Słupsk czy Świdnica – zauważył Robert Biedroń. – Często jesteśmy traktowani jako Polska B. Musimy mieć silny lobbing za naszymi sprawami. Metropolie mają tą przewagę, że posiadają silny mandat w postaci znanych prezydentów. Przeważnie każdy potrafi ich wymienić. Z miastami średniej wielkości jest inaczej. Nadszedł czas, żeby nasz głos był słyszany – mówił. Robert Biedroń chciałby także decentralizacji pewnych wyższych państwowych urzędów i instytucji. – Dlaczego Trybunał konstytucyjny nie mógłby się znajdować w Wałbrzychu czy Świdnicy? – pytał. Roman Szełemej natomiast zauważył, że poważnym problemem nie tylko średnich miast ale także większych metropolii za kilka lat będzie depopulacja. – Będziemy ze świeczką poszukiwać ludzi do pracy, bo fizycznie jest ich mniej, Tego procesu nie da się odwrócić, ani szybko ani nie ma recepty na to. Każdego dnia powinniśmy się zastanawiać nad tym jak to zmienić – stwierdził prezydent Wałbrzycha. Beata Klimek podkreśliła, że spotkania w ramach „Pracowni Miast”są dobrą okazją do wymiany doświadczeń i przeszczepienia ich na własny grunt. – To nie jest tak, że duże metropolie się najedzą i resztę, te przysłowiowe okruchy oddadzą takim miastom jak Świdnica, Słupsk, Ostrów czy Wałbrzych. My musimy cały czas walczyć o swoje. Metropolie są bardzo zaborcze i zazdrosne o swoje wpływy finansowe i polityczne, a my musimy w tych stolicach regionów upominać się o pieniądze unijne, tak jakby one były prywatne. To przecież powinny być nasze pieniądze i to dobre projekty powinny decydować o tym, jak będą one redystrybuowane –zaznaczyła prezydent Ostrowa. – Mówi się, że miasta, które nie potrafią zatrzymać swoich 20-latków idą do piachu. Na nic innowacje, na nic technologie jeśli nie będziemy mogli zatrzymać młodych ludzi u siebie. To zdanie naznaczyło moją kadencję – dodała. Prezydent Ostrowa postawiła na inwestycję w rodzinę. W sierpniu ruszy budowa tanich mieszkań komunalnych, które młode małżeństwa będą mogły kupić po konkurencyjnych cenach, niższych niż te proponowane przez deweloperów. Prezydent wprowadziła także tzw. „miejskie becikowe”, jednorazowy zasiłek dla rodziców w wysokości 500 zł. Beata Moskal – Słaniewska przyznała, ze Świdnica jest najlepszym miejscem, w którym można żyć. – Dlatego że tu się żyje wygodnie, jest wszędzie blisko, dlatego, że ja jestem zwierzęciem bardzo społecznym, a moje dzieci i mąż często utyskują, że robienie ze mną zakupów jest katorgą, bo matka musi się wszędzie zatrzymać i ze wszystkimi porozmawiać. Moje przejścia przez ulicę Grodzką trwa dwie, trzy godziny i zawsze w Rynku kogoś spotkam i wiem, że w Warszawie czy Wrocławiu by tak nie było. Czułabym się tam anonimowo i nie dobrze – argumentowała prezydent. Na pytanie jak skorzystać z dużych miast Beata Moskal – Słaniewska podała fakt, że już niedługo Wrocław zostanie Europejską Stolicą Kultury i kilka imprez odbędzie się właśnie w Świdnicy. – Trzeba z nimi współpracować, ale ja zawsze będę stać na stanowisku, że w takich miastach jak Świdnica żyje się lepiej – dodała. Robert Biedroń tłumaczył, że nie wyobraża on sobie zarządzania miastem bez kontaktu z ludźmi. – Przed urzędem w Słupsku stoi czerwona sofa. Jak mam czas to na niej siadam i po prostu rozmawiam z mieszkańcami – stwierdził. Dodał także, że mieszkańcy muszą widzieć, że skoro miasto ma dług to zaciskanie pasa zaczyna się od władzy. Roman Szełemej także zauważył, że bezpośredni kontakt z mieszkańcami jest ważny. – Potrzeba tego braku dystansu. Obejmując urząd prezydenta wprowadziłem zasadę otwartych drzwi w moim gabinecie. W internecie natomiast zamieszczam plan moich zajęć w ciągu dnia. Mieszkańcy potrzebują wiarygodności – podkreślił. Beata Moskal – Słaniewska natomiast zauważyła, że będąc prezydentem trzeba cały czas zachować pokorę i rozmawiać z mieszkańcami po partnersku. – Będziemy budować potęgę małych i średnich miast – dodał na koniec Robert Biedroń.

Lokalni przedsiębiorcy a Świdnica

W panelu dyskusyjnym zatytułowanym „Samorząd, lokalny biznes, inwestorzy. Jak współpracować, by zapewnić miastu rozwój. Czego od Świdnicy oczekują przedsiębiorcy?” wzięli udział Marek Suwalski, wiceprezydent Świdnicy, Janusz Szostak, wiceprezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Kupców Świdnickich, Michał Zastawny, szef stowarzyszenia Kaduceusz oraz Barbara Kaśnikowska, prezes Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej. Dyskusję moderował Wojciech Pelowski, redaktor naczelny Gazety Wyborczej we Wrocławiu, który pytał o to czy strefa ekonomiczna jest dla Świdnicy czy odwrotnie. – Strefa powstała z inicjatywy samorządów – zaznaczyła Barbara Kaśnikowska. – Każda firma, która w niej powstanie daje miejsca pracy ludziom stąd. To są korzyści dla miasta, nie zależnie czy to będzie polska czy zagraniczna firma – dodała. Redaktor pytał także o to, czy dobrze się prowadzi biznes w Świdnicy. – W Świdnicy biznesy prowadzi się dobrze – odpowiedział Janusz Szostak. – Podstawą biznesu są ludzie, a to zaplecze kadrowe Świdnica ma bardzo dobrze. Przez długi czas funkcjonowała tu filia Politechniki Wrocławskiej, która była kuźnią kadr. W Świdnicy było dużo szkół przyzakładowych, które wykształciły fachowców. W tej chwili sytuacja jest troszeczkę gorsza, bo w zawierusze tych przemian te szkoły zniknęły. Brakuje kadry technicznej, jakościowej, paradoksalnie brakuje także tokarzy, ślusarzy, ludzi którzy potrafią skonstruować narzędzie od podstaw – argumentował wiceprezes. – To będzie problem za kilka lat dla lokalnych przedsiębiorców – dodał. – Od dłuższego czasu spotykamy się ze stereotypem, że centra małych lub średnich miast przeżywają kryzys, a tak w mojej ocenie nie jest. W Świdnicy coś drgnęło, ta przysłowiowa równia pochyła się zatrzymała i można w takim mieście jak Świdnica nie tylko żyć, ale także prowadzić biznes – podsumował Michał Zastawny.