Agnieszka Rąpała: podróże to choroba, w dodatku zaraźliwa

1543

Zaczynała od pracy w firmie przewozowej. Później był punkt sprzedający bilety autokarowe. Dziś jest właścicielką prężnie działającego biura podróży, nagrodzonego tytułem Agent Roku i… wciąż jej mało. – Wciąż coś mnie wzywa – nowe miejsca i lądy. Ciągle szukam dla swoich klientów nowych hoteli, sprawdzam, wizytuje, oceniam. Szukam balansu, miejsc wyjątkowych, magicznych – mówi Agnieszka Rąpala, właścicielka Biura Podróży Rapala w Świdnicy.

* Biuro, które Pani prowadzi, zostało nagrodzone tytułem Agent Roku? Czym jest dokładnie ta nagroda?

– To prestiżowy tytuł przyznawany przez specjalistów z magazynu Wiadomości Turystycznych. Konkurs „Agent Roku” to wyróżnienie dla najlepszych biur podróży współpracujących z topowymi turoperatorami. Nagroda została przyznana za jakość obsługi, podejście do klienta, profesjonalizm, atmosferę miejsca, a także znajomość oferty czy etyczne prowadzenie biznesu. Nasze biuro otrzymało nagrodę w pierwszej edycji konkursu, to duża nobilitacja. Wyróżnienie pokazało, że poprzeczka, którą ustawiłam sobie, znajduje się naprawdę wysoko. Dzisiaj, aby prowadzić biuro podróży, nie wystarczy biurko, telefon, katalog. To już wielki proces zaczynający się od wiedzy, zarządzania poprzez empatię, a na psychologii skończywszy. Nagroda, którą odebrałam, to potwierdzenie tego, jak bardzo się staramy, że jesteśmy w stanie sprostać nawet bardzo odważnym fantazjom klientów, organizując podróże w najodleglejsze zakątki świata.

* Jak zaczęła się Pani przygoda z turystyką?

– 24 lata temu w pewnej opolskiej firmie przewozowej należało zrobić rewolucję. Potrzeba było kogoś z otwartą głową, fantazją, kogoś, kto nie bałby się przełamać schematów. Okazałam się idealnym kandydatem. Po pewnym czasie stało się jasne, że wszystko, co mogłam zrobić, zrobiłam, a miejsce, w którym się znalazłam, było dla mnie za ciasne. Z dnia na dzień postanowiłam otworzyć swoją firmę. Brzmi szumnie, jednak w 1993 roku był to raczej punkt sprzedający bilety autokarowe. Świat biegł do przodu, otwierały się granice, a Polacy zasmakowali już pierwszych podróży z Orbisem…. Wtedy na horyzoncie pojawiła się niewielka nowa firma: Itaka. To właśnie od prezesów Itaki) uczyłam się wszystkiego. 24 lata później to właśnie ten największy 100% polski touroperator nominował mnie do prestiżowej nagrody Agenta Roku. Mimo tego, że przez ten czas turystyka się rozwinęła, to mój pomysł na biuro jest ciągle taki sam: dobre relacje z klientami. Dziś ciągle jestem w podróży, nieustannie sprawdzam oferty, szkolę się, wyjeżdżam. Ruch to życie, więc pozostaję w ciągłym biegu, bo tylko tak oddycham pełną piersią.

* Krzysztof Hołowczyc w rozmowie z naszym dziennikarzem powiedział, że dla niego wyścigi to choroba, z której nie da się wyleczyć. Czym dla Pani jest podróżowanie – pasją, sposobem na życie, a może właśnie taką „infekcją wirusową”?

– Podróże to choroba i do tego jeszcze zaraźliwa. To panaceum na wszystko – dla mnie to upojenie narkotyczne. Siedząc w samolocie do domu, już snuję plany kolejnego wyjazdu, myślami od nowa pakuję walizkę. Wyjazdy służbowe przeplatają się z prywatnymi. Podróżowanie to stan, z którego nie mogę wyjść. To pasja, wypoczynek, wyzwanie, praca, życie, miłość do ludzi i nowych miejsc. Wciąż coś mnie wzywa – nowe miejsca i lądy. Ciągle szukam dla swoich klientów nowych hoteli, sprawdzam, wizytuje, oceniam. Szukam balansu, miejsc wyjątkowych, magicznych. Klienci, którzy powierzają nam pieniądze, a co ważniejsze czas, zasługują na to, co najlepsze. Przychodzą do nas i chcą wspaniałej podróży – to właśnie im dajemy. Moja córka, która mieszka w Hiszpanii, zawsze kiedy przylatuje do domu, pyta: „Mamo, dlaczego nie odpoczywasz w domu?” Nie odpoczywam, bo nie mam czasu… Jest tyle miejsc do zobaczenia, tyle podróży do odbycia. Wierzę, że podróżowanie to doświadczenie bardzo osobiste, dlatego jestem przeciwnikiem klikania w anonimowe linki w internecie, gdzie stajemy się kolejnym numerem. Dla mnie podróż to relacja i przeżycie, które zawsze ma ludzki wymiar. Kiedy samolot odrywa koła od ziemi, właśnie wtedy jestem całą sobą, to moment, w którym zaczyna się coś nowego, niepowtarzalne uczucie.

* Dokąd najczęściej podróżują świdniczanie?

– Nasi klienci podróżują wszędzie – tak jak świat długi i szeroki. W tym roku popularna jest cała Grecja ze wszystkimi jej wyspami oraz Hiszpania od kontynentu poprzez Baleary i Wyspy Kanaryjskie. Włochy z Sycylią i Sardynią stały się prawdziwym hitem. Gdy jest zimno, klienci wybierają kierunki egzotyczne – moją ukochaną Azję Południowo-Wschodnią – Tajlandia, Sri lanka są ciągle bardzo popularne. Coraz częściej organizujemy też wyprawy w drugą stronę świata – Karaibów, w tym zwłaszcza Kuby i Dominikany.

* Pani biuro nie tylko organizuje wycieczki czy wakacje, ale też spełnia przeróżne życzenia klientów. Pamięta Pani najdziwniejsze takie zlecenie?

– Tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia klientów. Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych. Mamy za sobą loty balonami nad Kapadocją i Baganem, śluby na Malediwach i na Mauritiusie. Spacery w białe noce po Petersburgu, noclegi na pustyni w Maroku z Beduinami, noclegi w dżungli w hotelu na tratwach w Tajlandii, bilety na spektakle do teatru aleksandryjskiego i maryjskiego w Petersburgu, wyjazdy na mecze FC Barcelony i wiele, wiele innych. Żadne z nich nie było dziwne, bo było spełnieniem czyichś marzeń, a to jest raczej wspaniałe niż dziwne. Pamiętam za to te najbardziej wzruszające. Wycieczka dla rodziców, którzy zawsze marzyli o zobaczeniu Paryża, czy klient, który poprosił o przygotowanie ślubu kościelnego na Mauritiusie (po 30 latach od ślubu cywilnego). Para powiedziała sobie „tak” w obecności polskiego księdza na oceanie Indyjskim – byli tylko we dwoje.

* Choć dawno za nami czasy, kiedy kobiety spędzały czas w kuchni, to jednak wciąż w życiu zawodowym jest nam trudniej niż mężczyznom. Czy były takie sytuacje, kiedy potraktowano Panią gorzej tylko dlatego, że jest Pani kobietą?

– (śmiech) Te czasy nie minęły – przynajmniej u mnie w domu. Sama gotuję bardzo dużo i zajmuje mi to wciąż wiele czasu. Samo gromadzenie produktów o dobrych składach pochłania mi przynajmniej kilka godzin w tygodniu. Gotuję z przyjemnością, bo dom i kuchnia to też moje sacrum. Dodatkowo mam pewność, że gwarantuje mi i mojej rodzinie zdrowie.

Czy w życiu zawodowym jest nam trudniej – nie! Nie zgadzam się z Panią. Trudniej nam na pewno pogodzić karierę i życie rodzinne i tu kryją się także moje dylematy… Zawsze wyjeżdżając bez dzieci, miałam i mam wyrzuty sumienia, że zbyt często są beze mnie, że nie mogę im poświęcać tyle czasu, ile bym chciała. Z drugiej strony, kiedy zostawałam w domu, miałam wyrzuty sumienia, że nie rozwijam siebie. Nasze życie to nieustanne wybory i tak bez końca. Uznałam jednak, że kiedy pracuję, to jestem najlepszą wersją siebie i taką też chcę się dzielić z dziećmi. Dzielę więc życie prywatne i pracę, starając się zachować równowagę. Myślę, że na przełomie wieków postawiono nam kobietom bardzo wysoko poprzeczkę. Pracujemy zawodowo, często 10 godzin i więcej, jesteśmy w firmie, w domu mamy kolejny etat mamy i partnerki, kiedy ta praca się skończy stajemy się domowym logistykiem, który o wszystkim musi pamiętać. Dlatego ważne jest, aby robić to rozsądnie, z głową i wygospodarować również czas na małą przyjemność dla siebie. Dzięki temu można odnaleźć spełnienie. Każdy ma swoją receptę. Mi nie wystarcza bycie tylko mamą – moje dzieci muszą widzieć mnie uśmiechniętą. A praca to ludzie, relacje, energia i stąd czepię też siłę i uśmiech.

Sądzę, że nie jest nam trudniej robić karierę – trudniej połączyć te wszystkie nici i na wszystko mieć energię. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek ktoś traktował mnie gorzej z racji mojej płci – to dość mocno nadmuchany i przereklamowany temat w naszym kraju i Europie. Mogę Państwu powiedzieć, jak traktuje się kobiety w Azji, Afryce, krajach Trzeciego Świata. Widziałam już w życiu tak wiele – że noszę w sercu pokorę za to, że się urodziłam tutaj. Ale jednocześnie wiem, jak wiele kobiet i ich dzieci na świecie cierpi i proszę mi wierzyć, że nie sypiam czasami całymi nocami – bo wciąż myślę o tym, że chciałabym jakoś zbawić ten świat. Mam pewien pomysł pomocy, ale nie chcę jeszcze rzucać słów na wiatr, bo mierzę siły na zamiary i staram się do tego odpowiednio przygotować.

Wracając jednak do kobiet, to wszystkie mieszkamy w wolnym kraju, mamy co jeść, co pić, dach nad głową, więc jesteśmy bogatsze od 75% ludzi na świecie. Jesteśmy wolne i same stanowimy o sobie – rozwijamy się, w mojej ocenie nie mamy prawa narzekać. Jak komuś doskwiera cokolwiek – zapraszam do Kambodży, Laosu, Birmy, Afryki – tam wiele kobiet myśli, co dzisiaj dać dziecku do jedzenia. Wiele z nich spędza życie na wysypiskach śmieci – a my marnujemy tony jedzenia. Dziś nie myślę o tym, że ktoś krzywo na mnie popatrzył albo rzucił głupią uwagę, szkoda mi na to czasu. Myślę, jak pomóc tym kobietom, które nawet nie marzą o tym, żeby mieć to, co dla nas jest oczywiste. Moja praca to nie tylko pieniądze, to też misja, tylko trzeba się otworzyć na ludzi. Po tym już nie ma odwrotu, dzielimy wzruszenia, radości, ale i smutki. Nie ma różnić pomiędzy kobietami i mężczyznami w moim biznesie. Mamy takie same prawa. Badania pokazują, że to często kobiety są lepszymi menadżerami, przywódcami, logistykami. Sukces nie zna płci.

* Zastanawiam się, jakie cechy charakteru musi mieć kobieta, by osiągnąć sukces zawodowy?

Przede wszystkim praca musi dawać radość, uśmiech, energię. Potrzeba też wiele wytrwałości i wiary. Niezbędnym elementem jest też pewna wizja, pomysł na siebie oraz ciągły samorozwój. Inwestycja w szkolenia, wiedzę, ciągły rozwój to moja recepta na sukces.

* W internecie można znaleźć całe mnóstwo rad, jak zostać kobietą sukcesu. Co Pani poradziłaby wszystkim kobietom, które również chciałyby tego sukcesu zasmakować?

– Nie mam chyba recepty dla wszystkich, jednego złotego środka – bo każda z nas jest inna. Wszystko zależy od tego, kto czego szuka i dokąd zmierza. Na pewno warto być wymagającym wobec siebie, stawiać sobie wyzwania. Sukces ma swoją cenę i nie zawsze pachnie tylko kwiatami. To ciężka praca okupiona wyrzeczeniami, wyborami i nieprzespanymi nocami. Per aspera ad astra – przez trudy do gwiazd. Trzeba zawsze mierzyć wysoko, nie rezygnować, walczyć, uczyć się od lepszych od siebie, czasami zagryzać zęby i zawsze otaczać się ludźmi z dobrą energią. Trzeba żyć w zgodzie ze sobą, słuchać wewnętrznego głosu i ignorować tych, którzy szepczą – po co Ty to robisz?

* Jakie wyzwania stoją obecnie przed turystyką?

– Przed nami wielkie wyzwania – bo zmienia się świat i sytuacja geopolityczna na nim, a wraz z polityką zmienia się turystyka. Słowo „bezpieczeństwo” staje się priorytetem dla nas, aby nasi klienci mogli cieszyć się wakacjami. Musimy być bardzo elastyczni, mieć oczy dookoła głowy. Szukamy nowych miejsc, nowych destynacji i kierunków, hoteli Bo Polacy podróżują dużo i wszędzie, nasze stopy postawiliśmy w najodleglejszych zakątkach globu. Czas na nowe wyzwania. W tym roku jedziemy do Birmy i eksplorujemy Iran, poznając kulturę starożytnej Persji.

* Jakie ma Pani plany na przyszłość?

– Mam tak wiele planów, że z chęcią wydłużyłabym dobę o kilkanaście godzin. Na pewno chciałabym inwestować w ciągły rozwój firmy. Podnoszenie kwalifikacji całego zespołu to dla mnie priorytet. Nagroda, którą odbierałam, jest bodźcem, który dodaje nam energii i zobowiązuje do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Wprowadzaliśmy nową markę – na razie tylko do SocialMedia – Agnieszka Rąpała – Travel Concierge – to dla tych z Państwa, którzy nie lubią podróżować w dużych grupach, cenią sobie indywidualnie zaprojektowane imprezy na miarę swoich potrzeb i oczekiwań. Przygotowujemy indywidualne podróże – czasami dla par, grupy przyjaciół czy grona znajomych. W ramach tego projektu będę się dzielić z Państwem swoją wiedzą i doświadczeniem. Przygotowujemy nowe, piękne biuro dla mieszkańców spoza Świdnicy (nie zdradzę jeszcze szczegółów, bo chciałabym, żeby to była niespodzianka). Planuję jeszcze kilka podróży, m.in.  wakacje z dziećmi w Emiratach – to czas tylko dla mnie, Heli i Frania. Obiecałam sobie, że muszę więcej czasu poświęcić dobrym książkom, bieganiu i przyjaciołom, jednak ciągle spoglądam na walizkę, która stoi w rogu pokoju i na paszport z tysiącem wiz, więc nie wiem, czy zdołam dotrzymać tej obietnicy.