Wojciech Urbański – czarodziej dźwięku (WYWIAD)

539

Posłuchane 3.0 startuje już 19 sierpnia! Wśród gwiazd, które wystąpią w Bosmanacie nad Zalewem Witoszówka i w Pustostanie znaleźli się m.in.: Nanook of the North, Resina, Naphta i Urbański, Antoni Sierakowski, Szymon Piotr i Slime. Poczynając od dziś, będziemy publikować wywiady z artystami, którzy „zaczarują dźwiękiem” podczas tegorocznej edycji. Jako pierwszy – rozmowa z związanym z wieloma projektami twórcą, znanym między innymi z projektu RYSY, ale również solowych produkcji. Mowa o Wojciechu Urbańskim – czołowym artyście, który zaczaruje publiczność podczas sierpniowej edycji Posłuchane 3.0 w Świdnicy. Urbanski jest również autorem dźwięków pojawiających się w spocie zapraszającym na wydarzenie.

1. Jaki wymiar ma dla Ciebie muzyka – wolisz siebie jako twórcę czy odbiorcę?
Od 17 lat muzyka jest główną aktywnością mojego życia. Można to więc nazwać wymiarem totalnym. Przez nią ledwo zdawałem z klasy do klasy. Przeszkodziła mi też w ukończeniu studiów, ponieważ w tym czasie najwięcej pracowałem, grałem i zwyczajnie nie wystarczyło już czasu i energii na dokończenie tradycyjnej edukacji. Dzisiaj nie żałuję, że poświęciłem muzyce tyle swojego czasu – odpłaca się z nawiązką. W moim przypadku bycie twórcą trochę kłóci się z byciem odbiorcą. To oznacza, że im więcej muzyki tworzę w danej chwili, tym mniej potrafię jej słuchać. Tworzenie i produkowanie muzyki jest bardzo złożonym procesem, wsłuchiwaniem się selektywnie w konkretne częstotliwości i analizowaniem muzyki pod względem technicznym. Ciężko później znów przestawić się na słuchanie czysto konsumenckie.

2. Co jest dla Ciebie najważniejszym elementem w muzyce, którą tworzysz?
– Brzmienie. Melodię mam jedną – swoją. Tu raczej wiele się nie zmieni, melodie zawsze będą odzwierciedlać moją wrażliwość. Będę pewnie wciąż pisał nowe dźwięki, ale będą one prawdopodobnie już zawsze z podobnej ‘rodziny’ melodii i nastrojów. Natomiast brzmienie to materia wiecznych poszukiwań, podróż w nieznane i ciągły rozwój. To niekończące się wyzwanie i nie umiem nigdy powiedzieć, gdzie będę za pół roku lub później. Kluczowe jest dla mnie pojęcie warstw w muzyce. Mozolnie składam z nich swoje brzmienia.

fot. Michał Murawski

3. Muzyka elektroniczna romansuje dziś z wieloma gatunkami. Czy myślisz o konkretnej fuzji instrumentów/gatunków, którą chciałbyś wykorzystać w muzyce?
– Instrumenty i gatunki muzyczne to tylko środek do celu. Moją ambicją nie jest tworzenie konkretnego gatunku. Może dlatego rozkręcam tyle różnych stylistycznie projektów. Oczywiście instrumenty elektroniczne (syntezatory, komputer) będą mi zawsze najbliższe, od lat są zresztą moimi głównymi narzędziami pracy. Jednak lubię też elementy żywe – gitara bardzo poszerzyła moje horyzonty, kocham też współpracę z wokalistami.

4. Co najbardziej może ograniczać Ciebie jako twórcę? A może sam narzucasz sobie granice?
– Najbardziej ogranicza chęć bycia spójnym. Niestety żyjemy w czasach takiej podaży muzyki, że ze względów marketingowych powinno się tworzyć w jednym wąskim gatunku i najlepiej w jednym, konkretnym nastroju. Mamy wtedy jasno określoną grupę docelową, łatwo nas skatalogować, opisać i sprzedać. Myślę, że moment, w którym twórca postanawia zmusić się do konsekwencji i zaczyna myśleć kategoriami rynku, może być początkiem jego artystycznego końca. I sam łapię się czasem na tego typu zapędach. Ze łzą w oku wspominam czasy gimnazjum czy liceum, kiedy robiłem jedynie taką muzykę, jaka mnie kręciła w danej chwili. Każdego dnia zmieniałem gatunki – w poniedziałek robiłem hip-hop, we wtorek techno, w środę grałem punkrocka. To były czasy radosnej i nieskrępowanej twórczości. Całe życie by się tak nie dało, ale myślę, że warto pamiętać takie momenty i raz na jakiś czas pozwalać sobie na szaleństwo.

5. Czy przy komponowaniu myślisz o odbiorcy?
– Skłamałbym mówiąc, że odbiorca nie liczy się dla mnie, bo jest przecież bardzo ważny. Z uwagą śledzę losy swojej muzyki, czytam komentarze na youtube, sprawdzam recenzje. Próbuję poznać opinie słuchaczy, jednak przy samym komponowaniu staram się o odbiorcy za dużo nie myśleć. Stawiałoby to zbyt wiele przeszkód już na samym początku.

6. Kolejna odsłona projektu Posłuchane nadchodzi wielkimi krokami. Czego Świdnica może się spodziewać 19 sierpnia?
Zagram materiał ze swojej solowej płyty „Selected Works” oraz kilka nigdzie niepublikowanych utworów. To duża porcja energii, basu, rytmów o tanecznym charakterze i przede wszystkim głęboko wypracowanych brzmień.

                                                                                                                     /POSŁUCHANE