PKS nad przepaścią

2547

Coraz mniej linii autobusowych, w głównej mierze ograniczających się do powiatu świdnickiego i kursów szkolnych oraz pracowniczych, przestarzały park autobusów, a także brak perspektyw dla rozwoju przedsiębiorstwa. Świdnicki PKS po raz kolejny mierzy się z kryzysem, a strategia rozwoju firmy jak na razie ogranicza się do wyczekiwania na kolejne przetargi, które, jak liczą władze firmy i pracownicy, wyznaczą zadania i plany na przyszłość, stając się pewnego rodzaju kołem ratunkowym. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy w piątek na spotkaniu z pracownikami ogłoszono upadłość przedsiębiorstwa.

PKS w fatalnej kondycji

Świdnickie Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej, mające za sobą długą historię, znajduje się w wyjątkowo słabej kondycji. – Sytuacja świdnickiego PKS-u nie jest najlepsza. Nie czuję się jednak na siłach wypowiadać w tej kwestii – mówi prezes PKS-u w Świdnicy Bogumiła Sobczyk. Jak podaje informator „Region Fakty” (dane osobowe do wiadomości redakcji), świdnicka spółka jest w coraz gorszym stanie. – Sytuacja PKS-u w Świdnicy jest tragiczna. Pod rządami obecnej Pani prezes nie ma żadnych szans utrzymania się na rynku. Praktycznie z przedsiębiorstwa zrobiła się połowa firmy – stwierdza. Dodatkowo, jak informuje czytelnik, rok temu zostały rozwiązane Związki Zawodowe. Wiele z tych doniesień również potwierdza były prezes PKS-u Świdnica, sprawujący tę funkcję w latach 2001-2007, Zbigniew Owczarski, który w roku 2003, by podnieść firmę z upadłości, przekształcił ją w spółkę pracowniczą. – Dzieje się źle, o czym mówią ludzie. Podobno zatrudnionych jest tylko około 50 osób. Zlikwidowano szereg intratnych kursów, diagnostykę otwartą, a przecież specjalnie ją zbudowałem za 180 tys. zł, a w tej chwili zaniechano jej działania. Obecnie z ledwością diagnozują swoje autobusy. Nie ma sprzedaży paliwa na zewnątrz, która przynosiła zyski. Odeszli najlepsi kierowcy i mechanicy – mówi Zbigniew Owczarski.

Przestarzałe autobusy coraz mniej sprawne

Pod wątpliwość mieszkaniec Świdnicy poddaje jakość taboru autobusowego. – Gdyby policja przejrzała stan techniczny pojazdów, to tak naprawdę z bazy powinny wyjechać na nasze drogi może dwa lub trzy autobusy. Reszta, jak to mówią, jest powiązana drutami. Sprzęt jest niesprawny – mówi. Kondycję autobusów komentuje obecna prezes przedsiębiorstwa komunikacyjnego. – Autobusy, które mają po naście lat, wiadomo, że występują w nich awarie i tego nie da się uniknąć. Nie wiem, czy jest przewoźnik, który nie ma awarii. Są one regularnie naprawiane. Przez cały czas jest dyspozycja mechaników – pierwsza i druga zmiana oraz w soboty, więc jeżeli awarie zdarzą się nawet w trakcie kursów i niekoniecznie muszą być naprawiane na miejscu, bo czasami jest to błaha rzecz, to wówczas organizowane są naprawy w terenie – wyjaśnia Bogumiła Sobczyk.

Niskie wypłaty dla kierowców?

Według informatora „Region Fakty”, wypłaty dla kierowców również pozostawiają dużo do życzenia. – Nigdy w tej firmie nie było za dobrze, ale nie do tego stopnia, co się dzieje od 5 – 6 lat. Przykładem jest przeciętny kierowca, który zarabia od 1,2 tys. zł do 1,4 tys. zł na rękę. Przecież to jest zbyt mało, by się utrzymać. Dziwię się, że ludzie to tolerują. Według mnie powinni zrobić strajk – stwierdza. Informacji nie potwierdza prezes Bogumiła Sobczyk. – Wynagrodzenie kierowców kształtuje się od 1 tys. 200 zł, bo taka jest najniższa krajowa. Mają oni umowę na czas nieokreślony i minimalne wynagrodzenie, które musimy zapewnić, ale nie do 1 tys. 400 zł, a nawet do 3 tys. zł netto – prostuje prezes PKS-u w Świdnicy.

Linie autobusowe ograniczone do regionu

Kursy, jak można chociażby wydedukować z rozkładu jazdy na stronie internetowej świdnickiego PKS-u, zredukowane zostały do najbliższej okolicy, co potwierdza czytelnik „Region Fakty”. – Linie autobusowe ograniczają się praktycznie do naszego regionu i utrzymują się z przewozu dzieci do szkoły – mówi informator „Region Fakty”. To właśnie kursy należą do planu działania, jaki aktualnie realizuje świdnicki PKS. – W tym momencie skupiamy się na przewozach szkolnych, pracowniczych i również według rozkładu jazdy – stwierdza Bogumiła Sobczyk.

Jaka przyszłość czeka PKS w Świdnicy?

Jak informuje Bogumiła Sobczyk, do końca czerwca będzie kontynuowany aktualny plan w świdnickim PKS-ie. Czas pokaże. Jest akurat okres przetargów i zobaczymy, jakie są możliwości realizowania zadań. Jest bardzo duża konkurencja, jeżeli chodzi o rynek przewozowy – mówi prezes świdnickiego PKS-u. – W czerwcu jest większość przetargów i wtedy też konstruowane są plany na przyszłość – dodaje Bogumiła Sobczyk. Według informatora „Region Fakty”, firma upada. – Choć przez dłuższy czas Jelenia Góra próbowała utrzymywać i dokładała ze swojej firmy, a teraz pomaga PKS Lubin, gdyż część udziału Jelenia Góra im odsprzedała, mimo to PKS w Świdnicy nie ma przyszłości. Nie dbają o sprzęt, ani o linie i praktycznie, jak patrzę na rozkład jazdy, to dla mnie jest to niezrozumiała sytuacja, że firma, która powstała zaraz po wojnie, jest w takim stanie. Inni przewoźnicy jeżdżąc na trasie do Wrocławia jakoś się utrzymują, nie mają dofinansowania, a tu były dotacje do biletów i wiele innych inicjatyw, a firma pada – podsumowuje informator „Region Fakty”.

Przezwyciężyć kryzys

Świdnicki PKS boryka się z problemami od dawna, choć zdarzały się lata, w których przedsiębiorstwo dobrze prosperowało. Przykładem jest okres, w którym funkcję prezesa sprawował Zbigniew Owczarski. Od 1 października 2001 roku przedsiębiorstwo PKS Świdnica będące w likwidacji, potem w upadłości przejęła Spółka Pracownicza. – By zmienić złą sytuację w świdnickim PKS-ie i utworzyć spółkę, dopuściłem się wówczas naruszenia obowiązujących zasad. Ponieważ ludzie nie mieli pieniędzy, a było ich 120 osób, trzeba było je zdobyć, by mogli legalnie nabyć udziały. Uruchomiliśmy wówczas w okresie letnim (od czerwca do października) nie do końca legalne kursy nocne, wożące ludzi nad morze i z powrotem. Zarobiliśmy 150 tys. zł i każdy dostał w postaci nagrody po 1 tys. zł, za co nabył dwa udziały (jeden był po 500 zł). W ten sposób ludzie się uwłaszczyli. Tak powstała spółka pracownicza, a kapitał 120 tys. zł był wypracowany przez pracowników. Ja zapłaciłem 1 tys. zł kary za „nielegalne kursy” nad morze. Przekształcenie PKS w spółkę pracowniczą oraz jej restrukturyzacja uwiarygodniło firmę i pozwoliło podejmować niezbędne decyzje inwestycyjne i kredytowe. Nastąpiła odbudowa parku samochodowego. Ze 180 ludzi pozostało 120 przy płacy około 2 tys. zł netto – przedstawia ówczesną sytuację Zbigniew Owczarski. Poszerzono również ofertę kursów autobusowych. – Z bardziej lokalnego PKS-u, gdzie najdalszy kurs był do Polanicy, czy Legnicy my uruchomiliśmy linie do Warszawy, czy do Zakopanego, a w czasie wakacji nocne kursy w obie strony, do kilku miejscowości nad morze i to przynosiło profity. Gdy odszedłem, konkurencja wykorzystała bardzo skutecznie indolencję mojego następcy. Teraz nawet na Wrocław nie ma ani jednego kursu. Obsługiwaliśmy w dużym stopniu bardzo dochodową turystykę zagraniczną – upadło. Cały dorobek ludzi PKS– u tamtego okresu (lat 2001-2007) zniweczył mój następca, a poprzednik Bogumiły Sobczyk. Zostawił obecnej pani prezes, Bogumile Sobczyk ruiny równe tym, które myśmy z ówczesną gł. księgową Bogumiłą Sobczyk przejęli w 2001 roku. Odbudowywać w nieskończoność tego samego się nie da – dodaje.